Potencjał Internetu i mediów społecznościowych sprawia, że jest to jednocześnie nieocenione źródło informacji dla wyborców odnośnie spraw politycznych. W idealnym świecie narzędzie to umożliwiałoby lepszy kontakt decydentów z opinią publiczną oraz postępującą demokratyzację w związku z możliwością uzyskania natychmiastowego sprzężenia zwrotnego. Obecnie jednak większość działań opiera się na PRowych sztuczkach.

Social media stały się bardzo istotnym kanałem dyskursu wyborczego i politycznego. Media tradycyjne poświęcają coraz więcej przestrzeni relacjom z kont oraz profili należących do partii i polityków. W ten sposób całość procesu komunikacji nabiera dodatkowej głębi.

Niestety większość polityków szansę tę traktuje podobnie jak czas antenowy w innych mediach – za pomocą różnego rodzaju specjalistów próbują oni kształtować swój wizerunek i poglądy odbiorców tak samo, jak czynią to w kampaniach wyborczych.

Daleko od prawdy

Według Bryce’a Edwardsa, głód autentyczności polityków oraz ich zaangażowania w codzienne sprawy jest ogromny, w związku z czym na popularności zyskują na przykład ruchy populistyczne, a także osoby i organizacje, które pozostają blisko spraw ważnych dla opinii publicznej.

Brak wspomnianej autentyczności w social media jest szczególnie widoczny, zwłaszcza przy próbach aktywizacji młodszej części elektoratu, która niechętnie reaguje na tego rodzaju zabiegi. Nie oznacza to jednak, że strategie komunikacyjne związane z mediami społecznościowymi są z góry skazane na niepowodzenie – partia, która zjedna sobie „sieciowy” elektorat może zaskoczyć podczas wyborów.

Warto przy tym zwrócić szczególną uwagę na próby pozyskania poparcia młodych ludzi, którzy są szczególnie wyczuleni na próby dotarcia do nich w „ich” świecie, które najczęściej postrzegane są jako nieudolne. Silenie się na humor i wymuskaną autentyczność w istocie zaburzają prezentowane przekazy oraz odciągają uwagę od tego, co istotne.

Premier w social media

Doskonałym przykładem omawianego zjawiska stał się Bill English, premier Nowej Zelandii. Od kiedy objął on swój urząd, stał się bardzo aktywnym użytkownikiem Facebooka, któremu wcześniej nie poświęcał zbyt wiele uwagi.

W sytuacji, w której premier zaczął kreować swój wizerunek zabawowego, ciężko trenującego tężyznę fizyczną, od czasu do czasu przystrzygającego owce miłośnika pizzy i domatora, zwrócono uwagę na sztuczność i nieporadność tego rodzaju działań.

Ponownie, można mówić, że głównym problemem staje się w tym przypadku autentyczność nadawcy komunikatów. Wymuszony wizerunek złożony z części obliczonych na zjednanie sobie poszczególnych grup wyborców jest natychmiast wyczuwany przez internautów i nie przynosi pozytywnych rezultatów – próba nadania sobie wizerunku zwykłego człowieka, który po pracy raczy się piwem, zakończyła się w istocie wykreowaniem portretu politycznego Pinokia. Im bardziej nasila się pozę normalności, tym bardziej wydaje się ona sztuczna.

Jak zauważył ekspert nowozelandzkiego biznesowego portalu NBR, Chris Keall, większość obywateli jego państwa nie wyznaje żadnej konkretnej ideologii. Jeżeli w następnych wyborach partia, którą reprezentuje Bill English przegra, będzie to spowodowane m.in. faktem, że osoba lidera nie odpowiada części społeczeństwa. Od projektów ważnych ustaw, istotniejsze może się stać to, z kim premier się przyjaźni, lub co jada na obiady. W tym kontekście, próby promocji wizerunku, który ma szansę przyciągnąć wzrok społeczeństwa, nie są z założenia złe.

Bill English
Bill English

Profesjonaliści kierujący mediami społecznościowymi polityków

Specjaliści zwracają uwagę, że choć wpisy Billa Englisha wydają się nieco amatorskie, w istocie stoi za nimi cały sztab ludzi, a taki ich kształt jest jednym z celowych zabiegów. Treści te przygotowane są w taki sposób, aby współgrać z Facebookiem. Przykładowo: filmik, na którym widać spacerującego i biegającego premiera nakręcony został wertykalnie (aby pasował do ekranów telefonów komórkowych), dodano do niego napisy, by można było oglądać go także bez dźwięku, a oprócz tego został on zwięźle i humorystycznie zmontowany.

Według opinii ekspertów, odbiorcy treści na Facebooku lubią oglądać autentyczność, uczciwość i „ludzką” twarz osób publicznych. W ten sposób można wywnioskować, że działania Billa Englisha zaprojektowane są na stworzenie wizerunku zwykłego człowieka, z którym mogliby utożsamiać się jego wyborcy. Jego sztab jednak najprawdopodobniej na zawsze pozostanie w cieniu – jego ujawnienie zburzyłoby kreowaną iluzję.

Jeden z nowozelandzkich parlamentarnych ekspertów od propagandy, Gwynn Compton, po opuszczeniu swojego stanowiska zaczął jednak publikować pewne informacje związane z jego zawodem. Brał on udział w promowaniu zarówno osoby poprzedniego premiera, Johna Keya, jak i jego następcy. Po opuszczeniu urzędu przez Keya, przepadł także jego profil na Facebooku, który zgromadził około 250 tysięcy fanów. Wyzwaniem stało się wyciągnięcie w górę profilu Englisha, który liczył sobie zaledwie około 13 tysięcy fanów. W około pół roku udało mu się zbliżyć do progu 100 tysięcy – jest to niewątpliwy sukces ludzi, którzy działają w jego cieniu.

Podsumowanie

Premier Nowej Zelandii nie jest oczywiście jedynym politykiem, który próbuje zyskać poparcie w źródle kojarzonym dotychczas głównie
z młodymi, nowoczesnymi ludźmi. Wielu polityków doskonale odnajduje się na przykład na Twitterze. Według niektórych ekspertów, kampanie wyborcze coraz częściej zawierają w sobie także wyścig o polubienia (i inne interakcje) społeczności internetowej. Jednym
z przykładów tego rodzaju działań może być wykorzystanie Instagrama, który zyskuje popularność w coraz większym przedziale wiekowym (choć w dalszym ciągu zdominowany jest głównie przez ludzi młodych).

W związku z powyższym, powstaje pytanie o rzeczywistą interaktywność kampanii w social media. Wraz z wykorzystaniem publicznych pieniędzy na komunikację polityczną, powiązane będzie strategiczne wykorzystanie mediów społecznościowych. Można spodziewać się precyzyjnych komunikatów, obliczonych na pozyskanie zainteresowania określonych grup społecznych, demograficznych itp. Skala oddziaływania tego rodzaju zabiegów, pozostaje częściowo niezbadana.

 

Źródło:
http://www.nzherald.co.nz/nz/news/article.cfm?c_id=1&objectid=11888838# 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here