Zdaniem Marka Zuckerberga, ten polityczny moment, w którym żyjemy, to tylko chwilowe załamanie. A rola Facebooka pozwalająca na ingerencję w wybory, fałszywe wiadomości i mowę nienawiści – ostatecznie będzie świetnie bronić się kiedyś w podręcznikach od historii


Na swoim czwartkowym wystąpieniu na Georgetown University, Zuckerberg szczegółowo opisał swoje przemyślenia na temat wolności słowa i roli Facebooka. Była mowa o „użeraniu się” z poglądami, uczuciami oraz co nieco o wydatkach ugrupowań politycznych i polityków na reklamę oraz ich wpływ na masy.

Powiedział, że nie zakaże reklamy politycznej na swojej stronie, tak jak obiecały to niektóre inne firmy społecznościowe, takie jak TikTok czy Twitter. Stwierdził, że nikt nie chce, aby firmy technologiczne były arbitrem i rozstrzygały co jest prawdą, a co nie.

„Wierzę w dawanie ludziom głosu, ponieważ wierzę w ludzi” – powiedział Zuckerberg na zakończenie swojego wystąpienia. „I dopóki wystarczająca ilość nas będzie o to walczyć, wierzę, że głosy większej liczby osób w końcu pomogą nam wspólnie omówić te kwestie i napisać nowy rozdział w naszej historii – gdzie ze wszystkich naszych indywidualnych głosów i perspektyw będziemy mogli mieć świat bliżej siebie”.

Zuckerberg sugeruje, że historia osądzi go za podjęcie właściwej decyzji. Decyzji umożliwiającej więcej wolności słowa, nawet w postaci fake newsów i fałszywych płatnych reklam politycznych. Złe rzeczy samoistnie zostaną wyparte przez dobre. Uważa, że zasady Facebooka wykraczają poza dzisiejszy chaos i że jego dzisiejsze decyzje będą wyglądać jak właściwy ruch w dłuższej perspektywie.

Jest to taktyka, jaką światowi przywódcy stosowali w obronie własnych kontrowersyjnych decyzji. Był to np. prezydent George W. Bush broniący wojny w Iraku, czy przemawiający za okrucieństwami popełnionymi w Wietnamie. Te sprawy wydają się teraz okropne, ale nie ma się o co martwić, w końcu będziemy mieć rację.

Ale to nie tłumaczy roli, jaką Facebook odgrywa jako wydawca. Chociaż ludzie nie mają prawie żadnego udziału w podejmowaniu decyzji, co wprowadzane jest do ich kanału na Facebooku, istnieje algorytm, który podejmuje sam te decyzje. Ogólnie rzecz biorąc, algorytm ten ma na celu przyciągnięcie użytkowników, a najlepszym sposobem na to jest pokazanie im rzeczy, które będą angażować, doprowadzać do szału lub podsycać ich uprzedzenia. Wtedy też więcej płynie pieniędzy z reklam. Bo biznes to biznes.

Prawda nie ma znaczenia dla algorytmu. Ale gdy dostarczasz wiadomości i informacje na ogromną skalę, ponosisz również odpowiedzialność za to, aby były one w porządku. Facebook robi to na niespotykaną dotąd skalę w historii ludzkości – wprost zalewa nas informacjami w ilościach trudnych do przetrawienia. Lider przyznał jednak, że nie chce brać udziału w sprawdzaniu i ocenianiu faktów. W rzeczywistości, w przypadku fałszywych reklam politycznych, jest skłonny zarabiać na rozpowszechnianiu tych kłamstw nie widząc w tym nic złego.

Historia raczej nie spojrzy na to przychylnym okiem.