Zaawansowane systemy śledzenia Google pozwalają reklamodawcom kierować reklamy lub ukrywać je w oparciu o skłonności polityczne. Ale w przeciwieństwie do informacji, które ma podane przez nas na tacy, nie powie, która z nich pokazuje nasze preferencje polityczne.

Zgodnie z postem na blogu od Google z 20 listopada, firma sprofilowała politycznie wielu Amerykanów, którzy korzystają z jej usług jako „lewicujący, prawicowi i niezależni”. Jednak Google nie ujawnia indywidualnym użytkownikom, jak oceniała ich skłonności.

Lewostronny czy prawostronny?

Koncern ujawniło jedynie swoje przypuszczenia na temat wielu innych zainteresowań i nawyków. Takich internautów nazywa „odbiorcami o podobnych zainteresowaniach”. To informacje o tym, czy lubimy muzykę pop lub sporty ekstremalne. Czy robimy zakupy w domach towarowych lub czytamy wiadomości biznesowe, czy nie.

Reklamodawcom Google oferuje odbiorców o podobnych zainteresowaniach w kategoriach „lewostronny”, „prawostronny” i „niezdecydowany”. Generuje te zainteresowania, częściowo na podstawie „Twojej aktywności, gdy byłeś zalogowany w Google”, niezależnie od tego, czy dotyczy to usług Google, czy innych miejsc w sieci.

Koncern poinformował też, że nie ujawnia swojej „szczegółowej” kategoryzacji użytkowników – ani w polityce, ani w innych kontekstach – ponieważ bardziej szczegółowa klasyfikacja może być dokładna za mocno. Firma nie pokaże, że mamy skłonność do lewicy, czy prawicy. Tak samo, jak nie pokaże również potencjalnym nabywcom samochodów, czy priorytetem jest przebieg paliwa lub wygląd.

Komu reklamy Google, komu…

Facebook ma podobny sposób klasyfikacji – analizuje większość użytkowników w USA jako bardzo konserwatywną, konserwatywną, umiarkowaną, liberalną lub bardzo liberalną. Jednak od dawna ujawnia to indywidualnym użytkownikom. W opisie na platformie reklamowej Google napisano, że wyświetla więcej reklam użytkownikom lewostronnym niż prawostronnym.

Internauci prawostronni to od 5 do 10 miliardów wyświetleń tygodniowo w porównaniu ze stroną lewą. Obie te kategorie znacznie jednak przewyższają liczbę osób wykazanych jako „niezależni”, których wartość nie przekracza 1 miliard. Kategorie są dostępne tylko dla niektórych reklamodawców, takich jak ci, którzy przeszli proces weryfikacji reklamy politycznej koncernu. Polega to na przesłaniu dokumentu tożsamości osoby kupującej reklamy, wraz z numerem identyfikacyjnym Federalnej Komisji Wyborczej lub Urzędu Skarbowego. Inni użytkownicy platformy kierowania reklam Google nie zobaczą oferowanych odbiorców o podobnych zainteresowaniach politycznych.

Mniejsze możliwości targetowania

Kategoria polityczna wraz z ukrytą klasyfikacją użytkowników zanika, a zmiany na poważnie zaczną się w Stanach Zjednoczonych. Reklamodawcy będą mogli kierować reklamy tylko w oparciu o wiek, płeć czy kod pocztowy.

Zmiany wprowadzone przez Google zostały przeanalizowane przez strategów i marketerów politycznych. Wg nich zaszkodzi to kampaniom, ale nie powstrzyma złego wpływu na wyborców. Targetowanie wg poparcia uniemożliwi również dotarcie z treścią do osób planujących dzieci czy grup zajmujących się zmianami klimatu.