Rząd USA prowadzi aktywne rozmowy z Facebookiem, Google i wieloma firmami technologicznymi oraz ekspertami w dziedzinie zdrowia na temat tego, jak mogą wykorzystać dane o lokalizacji uzyskane z telefonów Amerykanów do walki z wirusem. W tym do śledzenia, czy ludzie utrzymują bezpieczne odległości od siebie w celu powstrzymania epidemii, którą wywołuje koronawirus.

Eksperci z sektora zdrowia publicznego są zainteresowani możliwością zestawiania przez firmy z sektora prywatnego danych w anonimowej, zagregowanej formie. Mogliby oni wykorzystać takie dane do mapowania rozprzestrzeniania się infekcji. Analiza tendencji dotyczących miejsca pobytu właścicieli smartfonów może okazać się potężnym narzędziem dla służby zdrowia. Ale jest to również coś niewygodnego dla obywateli.

Kierownictwo Facebooka powiedziało, że amerykański rząd jest szczególnie zainteresowany zrozumieniem wzorców przemieszczania się ludzi. Mogą być one uzyskane poprzez dane, które firma zbiera od użytkowników, którzy na to pozwalają. Gigant technologiczny w przeszłości dostarczał tych informacji badaczom w formie statystyk. Takie statystyki, w przypadku niebezpieczeństwa, jakie wywołuje koronawirus, mogą pomóc urzędnikom w przewidywaniu kolejnego hotspotu. Mogą także pomóc w podjęciu decyzji, gdzie przydzielić zasoby zdrowotne.

Spostrzeżenia te mogą pomóc urzędnikom, badaczom i naukowcom w lepszym zrozumieniu rozprzestrzeniania się COVID19 i przenoszenia się choroby.

Zatrzymać koronawirus

Grupa zadaniowa utworzona przez dyrektorów technicznych, przedsiębiorców i inwestorów przedstawiła w Białym Domu szereg pomysłów dotyczących mapowania chorób. W dyskusji uczestniczyli przedstawiciele gigantów technologicznych, w tym Apple i Google; inwestorzy kierowani przez nowojorską firmę Hangar i znanego inwestora kapitału wysokiego ryzyka Silicon Valley Rona Conwaya; liderzy sektora zdrowia publicznego z Uniwersytetu Harvarda; oraz mniejsze startupy.

Współpraca między Waszyngtonem i Doliną Krzemową odzwierciedla pilną potrzebę zatrzymania śmiertelnej choroby wywoływanej przez koronawirus. Pandemia zamknęła firmy, zmieniła giełdę i wysłała studentów do domu ze szkoły. Teraz grozi przytłoczeniem amerykańskiego systemu medycznego z pacjentami wymagającymi szczególnej opieki.

W ciągu ostatniego tygodnia urzędnicy Białego Domu, na czele z Michaelem Kratsiosem, głównym technologiem w kraju, zwołali serię spotkań, aby wykorzystać wiedzę techniczną Amazon, Apple, Facebooka, Google’a, IBM i innych liderów technologicznych. Rząd zachęcał serwisy społecznościowe do przyjęcia bardziej agresywnego podejścia do udaremnienia teorii spiskowych dotyczących koronawirusa.

W piątek prezydent Trump ogłosił, że Google będzie rozwijało stronę internetową, aby Amerykanie mogli dowiedzieć się, jak badać się na koronawirusa, który powoduje chorobę COVID-19. Różniło się to od wstępnych oświadczeń firmy macierzystej Google, Alphabet. Wskazała ona bowiem, że planuje bardziej ograniczoną ofertę skierowaną do mieszkańców Kalifornii.

W poniedziałek liderzy Białego Domu, eksperci i urzędnicy służby zdrowia pokazali portal dla około 29 tys. prac badawczych na temat koronawirusa. Portal pozwala sztucznej inteligencji w przemyśle technologicznym – które mogą masowo skanować i analizować dane – na szybkie przetwarzanie prac w celu odkrycia nowych spostrzeżeń na temat globalnej choroby.

Co z ochroną prywatności?

Smartfony regularnie przesyłają swoje lokalizacje do operatorów. Często wysyłają je także do dużych firm technologicznych, w tym Google i Facebooka, aby niektóre z ich usług działały. Twórcy aplikacji, które dostarczają raporty pogodowe lub pomagają ludziom znaleźć kawiarnię, często zbierają informacje o lokalizacji. Niektórzy sprzedają je firmom, które wydobywają dane, aby uzyskać wgląd w biznes i możliwości.

Zwolennicy ochrony prywatności zazwyczaj patrzą sceptycznie na takie komercyjne wykorzystanie danych o lokalizacji, wzywając do wprowadzenia bardziej rygorystycznych przepisów regulujących ich wykorzystanie.

W dążeniu do walki z koronawirusem rząd USA nie stara się zebrać i utrzymać bazy danych o miejscu pobytu Amerykanów. Urzędnicy amerykańscy pytali raczej o to, czy rozległe magazyny danych geolokalizacyjnych firm mogą pomóc epidemiologom dostrzec trendy, w tym populacje wrażliwe, lub zidentyfikować obszary zagrożone.