Przewodnicząca Federalnej Komisji Wyborczej Ellen Weintraub (USA) wezwała gigantów mediów społecznościowych do „zaprzestania praktyki mikrotargetowania” reklam na swoich platformach. Jack Dorsey, dyrektor generalny Twittera, również rozpętał falę komentarzy, gdy ogłosił nowe zasady reklamy na swojej platformie. Twitter nie będzie już zawierać reklam politycznych.

Takie komentarze pochodzące od najwyższego urzędnika nadzorującego kampanie social media w kraju przyniosły efekt przeciwny do zamierzonego i antydemokratyczny. Tak radykalna propozycja ograniczyłaby bowiem wolność słowa.

Propozycja zmian

Zgodnie z propozycją Weintraub, kampanie social media nie mogłyby wykorzystywać danych do identyfikacji mniejszych odbiorców do wyświetlania reklam. Zamiast tego giganci mediów społecznościowych mogliby akceptować tylko reklamy kierowane na „duże obszary geograficzne”. Kandydat do Senatu mógłby zawęzić dotarcie tylko do wyborców w hrabstwie, nie komunikując się już z bardziej szczegółowym segmentem wyborców w tym hrabstwie.

Takie limity zmusiłyby kampanie do powrotu do starej strategii bombardowania ludzi drogimi i irytującymi reklamami telewizyjnymi tylko po to, aby porozmawiać z 3 do 5 procent wiarygodnych wyborców. Kampanie były prowadzone w ten sposób od dziesięcioleci. Badania pokazują, że doprowadziło to do 20-letniego spadku udziału wyborców. Tak było bez mikrotargetowania.

Zalety mikrotargetowania reklam

Większość współczesnych kampanii rozwiązała dylemat niedoboru zasobów. Nie musisz już dłużej ignorować szerokich obszarów elektoratu, aby przemawiać do niewielkiej liczby osób, które zawsze głosują. Korzystając z analizy danych, kampanie dostarczają każdemu wyborcy ukierunkowane, określone komunikaty o problemach, na których im zależy.

Ta umiejętność mikrotargetowania na wiele konkretnych i rzeczywistych problemów, zamiast niejasnych komunikatów, które działają ogólnie, zachęca polityków do planowania, podejmowania zobowiązań i prowadzenia kampanii na znacznie szerszy zakres tematów. Prawdziwe problemy zostały rozwiązane, ponieważ badania prowadzące do ukierunkowanych reklam wykazały rzeczy, które należy naprawić.

Co więcej, koszt stanowi ułamek drogiej reklamy telewizyjnej, co zmniejsza przewagę milionerów w obecnych w wyborach.

  Włoskie "samodzielne" boty. Jak automatyzacji poddali się zwolennicy partii Lega?

Odkąd indywidualnie analizuje się kampanie w social media, frekwencja wyborcza gwałtownie wzrosła. W 2016 r. odnotowano 6-procentowy wzrost frekwencji w stosunku do 2012 r. Był to wzrost o ponad 8 milionów wyborców. W połowie 2018 r. udział w wyborach wzięło 35 milionów więcej głosujących niż w połowie 2014 r. i 27 milionów więcej głosujących niż w 2010 r.

Bardziej niechętni wyborcy, wcześniej ignorowani przez większość kampanii, są teraz włączani do reklam cyfrowych, które są do nich bezpośrednio adresowane. Opracowanie nowych sposobów przekonania ludzi, że warto głosować, jest podstawowym zadaniem nauk kampanijnych.

W 2008 r. kampania Obamy cieszyła się czołową popularnością, a wpływ jej wysiłków był ogromny. Dzięki silnym apelom do mniejszości i demokratycznych wyborców zespół Obamy zwiększył frekwencję o prawie 6 milionów od 2004 r. Wysiłek, który stał się bardziej wyrafinowany, był dobry dla demokracji. Propozycja Weintraub uczyniłaby to nielegalnym.

Weintraub twierdzi, że zakazanie mikrotargetowania „zjednoczyłoby ludzi”, a reklamodawcy „mieliby motywację do unikania podsycania podziałów”. W rzeczywistości to właśnie mikrotargetowanie uczyniło politykę bardziej osobistą.

Co więcej, renesans organizacji internetowych dla celów politycznych – od zmiany klimatu, przez kontrolę posiadania broni, aż po aborcję – nie byłby możliwy bez mikrotargetowania na osoby, które prawdopodobnie będą się z ta tematyką zgadzały. Ponownie, propozycja Weintraub wyłączyłaby z tego wszystkie organizacje, z wyjątkiem tych najlepiej finansowanych.

Wnioski

Każdy segment gospodarki, nie tylko kampanie, korzysta z analizy danych, aby komunikować się bezpośrednio ze swoimi wyborcami i klientami. Reagowanie na fałszywe reklamy w wolnym społeczeństwie nie wymaga ograniczenia wolności słowa, ale raczej przejrzystości ze strony reklamodawcy. Facebook wymaga teraz bowiem pełnej jawności. W rzeczywistości, jeśli zachowa się przejrzystość, mikrotargetowane reklamy będą równie prawdziwe, jak reklamy szeroko dostarczane.

Eliminowanie przewagi bogatych partii i czynienie kampanii bardziej indywidualnie ukierunkowanymi może się przysłużyć wolności słowa i demokracji.

  Blokada porno – brytyjski rząd rezygnuje z planu