Polska jest już po wyborach parlamentarnych. Podczas przygotowań do nich niektórzy w kraju martwili się, jaki ten czas będzie miał wpływ na ich relacje z rodziną.


Weźmy Martę, 40-letnią menedżerkę z Warszawy, która nie chce podać swojego prawdziwego nazwiska ze strachu przed pogorszeniem i tak już zniszczonych relacji z rodzicami. Po kłótni o polską politykę po jednym z nacjonalistycznych marszów niepodległościowych popartych przez rząd, Marta i jej rodzice nie rozmawiali przez półtora roku.

„Żadnych życzeń na Boże Narodzenie, żadnych wiadomości na moje urodziny, nic” – powiedziała. Marta wspiera obronę praw homoseksualistów, imigrantów i osób kolorowych. Jej rodzice, jak powiedziała, są „prawicowi” i chwalą każdy ruch konserwatywnej partii rządzącej w Polsce – PiS.

„Zaczęliśmy rozmawiać o reformie politycznej, a skończyliśmy na tym, że jestem hańbą dla rodziny, jak mogłam wyrosnąć na kogoś takiego, że mój partner powinien poderżnąć mi gardło i inne miłe słowa” – powiedziała.

Podzielona rodzina Marty nie jest jedyna. Gdy konkurencyjne kampanie zwiększają zasięgi przed wyborami, Polacy coraz częściej proszeni są o wybranie stron w czymś więcej niż prostej politycznej sprzeczce. Tak jak ma to miejsce w coraz większej liczbie krajów – Francji, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii – polityka w Polsce tworzy nowe podziały: „liberalny” kontra „nieliberalny”, „miejskie” vs. „wiejskie”, „patriotyczne” vs. „demokratyczne”.

Polityka dzieli kraj

Badanie opublikowane w tym roku przez Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego wykazało, że zwolennicy polskich partii rządzących i opozycyjnych mają wobec siebie uderzająco negatywne uczucia. Antagonizm jest ostrzejszy wśród partii opozycyjnych.

Przez pewien czas uważano, że mówienie o „dwóch Polskach” było przesadzone i uproszczone. Myślano, że stwierdzenia takie jak: „Przez politykę nie możemy dojść do porozumienia podczas rodzinnych spotkań”, to trochę mit. Już nie. Dla wielu w kraju jest to rzeczywistością.

„Najgorsze, co zrobił nam ten rząd, to podział ludzi” – powiedziała Kasia, 30-letnia menedżerka ds. PR z Warszawy. Powiedziała, że straciła kontakt z kilkoma przyjaciółmi po sporze w kwestiach takich jak polityka migracyjna.

Zuzanna, która mieszka w USA, powiedziała, że nie odwiedziła swojej rodziny podczas swojej ostatniej podróży do Polski, ze względu na spory dotyczące praw kobiet.

Student medycyny Krzysztof powiedział, że zminimalizuje kontakt ze swoimi rodzicami, ponieważ nie akceptują jego przyjaciół LGBT.

„Dzisiejsza debata polityczna w Polsce jest nie tyle kłótnią o przyszłość kraju, co dwoma semantycznie zamkniętymi wszechświatami” – powiedział Radosław Markowski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. „Intensywność tego konfliktu jest bardzo silna, silniejsza niż w innych krajach europejskich”.

Rozmowa zamienia się w przemoc

Głębokość narastającego konfliktu jest być może najbardziej oczywista w społecznie liberalnym mieście Gdańsku, w północnej Polsce. Miasto zostało wstrząśnięte morderstwem prezydenta Pawła Adamowicza.

Jego napastnikiem był chory psychicznie były skazaniec, który obwinił Platformę Obywatelską, partię Adamowicza, za wtrącenie go do więzienia.

Po tragedii cały kraj posmutniał, ale nie na długo. Niektórzy zwolennicy PiS zaczęli nazywać miasto „republiką niemiecką”, twierdząc, że jego mieszkańcy nie są „prawdziwymi Polakami” i nazwali nową burmistrz Aleksandrę Dulkiewicz – „Frau Dulkiewicz”.

W lipcu magazyn „W sieci”, który ogólnie popiera partię rządzącą, opublikował numer zawierający nazistowskie swastyki i portrety Adamowicza, Dulkiewicz i przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska (również pochodzącego z Gdańska) z nagłówkiem: „Czy Gdańsk chce dołączyć do Niemiec?”

„Widzimy podział społeczny” – powiedziała Dulkiewicz.

Podczas gdy Dulkiewicz próbuje uspokoić napięcia społeczne, nie wszyscy przeciwnicy rządu robią to samo. Wśród części liberalnej opozycji jest poczucie wściekłości i frustracji, gdy patrzą na wyniki sondaży opinii publicznej.

Eksperci mają jednak nadzieję. Polacy stają się bogatsi, lepiej wykształceni, bardziej świeccy i proeuropejscy. To teoretycznie powinno przesunąć kraj w stronę centrum politycznego. „W dłuższej perspektywie procesy te nieuchronnie zatrą tę podwójną Polskę”.