Jak wygląda demokracja w erze smartfonów? Rządy i politycy nie są w stanie rozwiązać problemu rosnącej nierówności, problemów społecznych spowodowanych globalizacją i niepewności co do przyszłości pracy, dobrobytu i planety.

Odzwierciedla to jednak rosnącą przepaść między natychmiastową satysfakcją, którą konsumenci przyjmują za pewnik, a ogromnym tempem lokalnego, krajowego i europejskiego zarządzania. Im szybciej życie się zmienia, tym bardziej irytująco powolna jest polityka. Po prostu nie nadąża.

Pokoleniu internetowemu trudno jest pojąć, dlaczego przez telefon komórkowy mogą zamówić posiłek, za pomocą jednego kliknięcia mogą dzielić się opiniami w mediach społecznościowych i wybierać między setkami filmów, ale swoich liderów politycznych mogą wybrać tylko raz na cztery lub pięć lat.

Ta luka sprawiła, że polityczny establishment wydaje im się jeszcze bardziej odległy. Populiści wprowadzają zaś przyciągające wzrok, szybkie rozwiązania złożonych problemów, które są jeszcze bardziej atrakcyjne. To z kolei sprawia, że wdrażanie długoterminowych reform strukturalnych w systemach zatrudnienia, opieki społecznej, opieki zdrowotnej, emerytur i azylu jest coraz trudniejsze. Szczególnie, że na efekty zwykle czeka się latami.

Rewolucja cyfrowa nie prowadzi automatycznie do rewolucji demokratycznej, ale stwarza takie oczekiwania” – powiedział francuski dziennikarz Francis Brochet, autor wnikliwego eseju z 2017 roku „Démocratie smartphone” („demokracja na smartfonie”).

„Strefa rozpaczy”

Zgodnie z raportem Global Satisfaction with Democracy Report 2020, opublikowanym przez Bennett Institute for Public Policy Uniwersytetu Cambridge, w wielu największych i najbardziej zaawansowanych gospodarkach rynkowych na świecie niezadowolenie z demokracji utrzymuje się na rekordowym poziomie.

Z ankiety wynika, że prawie 60 proc. obywateli UE było niezadowolonych z demokracji w 2019 r. Stało się to dekadzie złych nastrojów w związku z kryzysem w strefie euro, napływem uchodźców i migrantów oraz domniemaną erozją tożsamości narodowej i lokalnej.

Raport identyfikuje „strefę rozpaczy” ogarniającą Francję i Europę Południową oraz „strefę samozadowolenia” w Skandynawii, zachodnich Niemczech i krajach Beneluksu. Od połowy lat 90. Europejczycy z Europy Środkowej są bardziej zadowoleni z instytucji demokratycznych, z wyjątkiem Rumunii. Szczęśliwi, którzy nadal są w przeważającej mierze zadowoleni z demokracji, mieszkają w małych, bogatych krajach. Są to kraje takie jak: Szwajcaria, Dania, Luksemburg, Norwegia, Irlandia i Holandia.

Udział obywateli

Obecna konfrontacja Francji w sprawie reformy emerytalnej jest symbolem politycznego niedopasowania krótkotrwałego cierpienia i obiecanego długoterminowego zysku.

Rząd dąży do wprowadzenia w życie niepopularnej reformy emerytalnej. Prezydent Emmanuel Macron jednocześnie próbuje pokazać, że uwzględnił obawy Żółtych Kamizelek i stworzył tzw. konwencję obywatelską. Jest ona złożona ze 150 losowo wybranych osób. Przedstawił propozycję, aby proces redukcji emisji węgla o 40 proc. do 2030 r. był jak najbardziej sprawiedliwy.

To zgromadzenie, reprezentatywne dla dorosłej populacji według wieku, płci i regionu, zebrało opinie ekspertów ds. klimatu. W kwietniu ma przedstawić propozycje dotyczące zarządzania zmianą klimatu i finansowania jej.

Istnieje jednak powszechny sprzeciw wobec planów Macrona. Wobec tego okaże się, czy ta metoda ułatwi społeczeństwu akceptację bolesnego, ale koniecznego wzrostu cen paliw kopalnych, budowy turbin wiatrowych lub zamknięcia fabryk o wysokiej emisji dwutlenku węgla.

Inne kraje eksperymentują z innymi formami udziału obywateli. Chcą w ten sposób wypełnić lukę pozostawioną przez upadających zbiorowych pośredników. Ci pośrednicy to wielkie partie polityczne, związki zawodowe, wspólnoty religijne i „stare” media.

Na przykład niektóre miasta w Holandii przeznaczają część budżetu gminy na przydział dla obywateli. We Włoszech i Hiszpanii radykalne partie populistyczne eksperymentowały z głosowaniami politycznymi online wśród członków.

Demokracja i jej rozszczepienia

Jednak demokracja oddolna wymaga starannego postępowania. Jest podatna na manipulowanie przez mniejszości zdeterminowanych aktywistów.

Na przykład w Szwajcarii popularna inicjatywa podpisana przez zaledwie 100 tys. obywateli może zmusić do przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum w różnorodnych kwestiach. Są to m.in. zakazy budowy minaretów czy ograniczenie imigracji. Głosowanie w 2014 r. za kwotami imigracyjnymi, przewyższające zdecydowaną większością głosów 19 tys. osób, spowodowało przedłużający się kryzys dyplomatyczny z UE.

Włochy przedstawiają kolejną przestrogę. Tam populistyczny Ruch 5Star działa z radykalnym systemem. W systemie tym około 100 tys. zarejestrowanych członków partii podejmuje wszystkie ważne decyzje polityczne w głosowaniach internetowych. Dzieje się to za pośrednictwem platformy partycypacyjnej Rousseau. Ale niekoniecznie reprezentują oni 10,7 miliona osób, które głosowały na partię w 2018 roku. Nie definiują też pytań.

Naukowcy społeczni ostrzegają również, że tego rodzaju eksperymenty demokratyczne przyciągają raczej przedstawicieli klasy średniej. Nie zwracają uwagi pracowników o niskich kwalifikacjach lub bezrobotnych. Dlatego też nie dotyczą wielu podstawowych przyczyn niezadowolenia społecznego.

We Francji protesty przeciwko Macronowi rzuciły cień na proponowane przez prezydenta reformy. Publiczne wysiłki na rzecz zaangażowania obywateli mogą więc nie wystarczyć do odwrócenia narracji. Mogą nawet przynieść przeciwne skutki.

Porażka byłaby złą wiadomością dla Macrona i dla demokracji. Udowodniłoby to, że w czasach smartfonów, przesłania polityczne to łatwo przyswajalne, gotowe tweety, wybierane w zależności od celu. I na razie jest to gra, z którą najlepiej radzą sobie populiści, którzy nie wstydzą się obiecywania łatwych odpowiedzi.