W ostatnich dniach największe na świecie platformy social media robią wszystko, co w ich mocy, aby walczyć z falą fałszywych wiadomości i jawnych kłamstw na temat COVID-19. Niestety wysiłki nie przynoszą skutku. Możliwość szybkiego wyszukiwania wiadomości na tych platformach powoduje, że narażeni jesteśmy na dezinformację.

Ludzie dzielą się pogłoskami, fałszywymi historiami i półprawdami na temat COVID-19. Robią to bezpośrednio na Instagramie i Twitterze, gdy próbują zrozumieć, jak najlepiej chronić siebie i swoje rodziny. To okazuje się poważnym problemem, bo inni na tym żerują.

Bezsilność social media

Big Tech i agencje rządowe utworzyły grupy zadaniowe do walki ze skoordynowanymi kampaniami dezinformacyjnymi. Są jednak stosunkowo bezsilne, by powstrzymać tego rodzaju oddolne, tworzone przez użytkowników dezinformacje. Stały się one chlebem powszednim, ponieważ fałszerstwa rozprzestrzeniały się w social media tak szybko, jak sam wirus.

Firmy technologiczne odkryły, że dziesiątki milionów euro i dolarów wydane na wykrywanie, monitorowanie i zwalczanie wyrafinowanych cyfrowych kampanii dezinformacyjnych mają niewielki wpływ, gdy to zwykli użytkownicy mediów społecznościowych, a nie zagraniczne rządy, rozpowszechniają kłamstwa.

Wiele czasu poświęcono na zwalczanie skoordynowanych, wspieranych przez państwa kampanii. Jednak znalezienie sposobu na powstrzymanie dezinformacji stworzonej przez prawdziwych użytkowników okazuje się trudnym zadaniem.

Po części dzieje się tak, ponieważ social media przedstawiły się jako dostawcy wolności słowa. Ich sieci dają głos zwykłym ludziom, umożliwiając społecznościom łączenie się online w sposób, który byłby niemożliwy w prawdziwym świecie. Według gigantów technologicznych, to nie firmy decydują o tym, co należy, a czego nie należy, umieszczać w Internecie.

Ale ta strategia oznacza również, że trudno jest, jeśli nie jest to niemożliwe, zdławić posty w social media pochodzące od osób prywatnych, a także polityków takich jak Donald Trump, które promują fałszywe twierdzenia i dziwaczne poglądy na temat COVID-19. I nie wynika to z braku działań w tej kwestii.

Społecznościowe znaczy społecznościowe!

Google zakazał w swoim sklepie niektórych aplikacji na smartfony związanych z koronawirusem i zablokował ludzi chcących zarabiać na pandemii. Facebook również poprawił swoje algorytmy i usunął fałszywe treści dotyczące koronawirusa. Zrobił to w sposób, w który wcześniej twierdził, że pewnie nigdy tego nie zrobi.

Ale pomimo zasobów, które firmy social media wykorzystują w celu rozwiązania problemu, trudno jest powstrzymać rozprzestrzenianie się dezinformacji, gdy użytkownicy – osoby, które przez lata zachęcane były przez te firmy do dzielenia się w Internecie wszystkimi szczegółami ze swojego codziennego życia – są teraz motorem tego, jak fałszywe informacje się rozprzestrzeniają.

Sieci społecznościowe ze swej natury są po prostu… społecznościowe. Nic więc dziwnego, że Big Tech ma niewiele opcji, aby przeciwdziałać rosnącemu poziomowi dezinformacji. Ma bowiem do czynienia ze zwykłym użytkownikiem.