Bush rozpoczął wojnę w Iraku. Ale Irak nie był dla niego katastrofą, która doprowadziła do upadku jego prezydentury. Był nią huragan Katrina. Dziesięć lat po tym tragicznym wydarzeniu, który nawiedził Nowy Orlean, historyk i autor „The Great Deluge” odkrył skutki administracyjnych niekompetencji administracji prezydenta.

Huragan Katrina, huragan kategorii 3, uderzył w Zatokę Południową. Ludzie topili się, a prezydent Stanów Zjednoczonych grał w tym czasie na gitarze w San Diego, co potwierdził piosenkarz country, Mark Wills.

Nawet najwięksi zwolennicy George’a W. Busha byli oburzeni jego zachowaniem. Prezydent, podobnie jak Michael Jackson w czasach Neverland Ranch, żył w bańce. Dla kontrastu, kiedy huragan Betsy uderzył w wybrzeże Luizjany w 1965 roku, prezydent Lyndon B. Johnson natychmiast poleciał do Nowego Orleanu, aby na własne oczy zobaczyć strefę powodziową. Różnica była rażąca. Bush był po prostu „poza grą”.

To oczywiste, że brak obecności Busha pod koniec lata 2005 r. miało poważne konsekwencje dla jego prezydentury. W przeciwieństwie do Ronalda Reagana, Bush nie odczuł tragicznych konsekwencji tego typu wydarzeń tak, jak jego poprzednicy. Nie uczestniczył w akcji. Nie przemówił do narodu, używając podniosłego i pełnego nadziei języka. Zamiast tego jego naród otrzymał akordy gitarowe i zwięzłe przemówienia pozbawione patosu. Bush nie dał rady, jeśli chodzi o zarządzanie kryzysowe.

Typowy prezydent wydaje się być postacią patriarchalną. Z pewnością w tej chwili myślimy o Waszyngtonie, ale także o Obamie, który podczas prezydentury mocno zsiwiał. Ale Bush nigdy nie był szczególnie dostępnym ani wrażliwym prezydentem. Zachowywał się w sposób mało demonstracyjny, ujawniając minimum informacji prasie tylko wtedy, gdy było to absolutnie konieczne. Kiedy został wybrany po raz pierwszy, w 2000 roku, zachowywał szorstką postawę. Amerykanom podobało się, gdy prowadził Forda F-250 lub kiedy szczotkował swojego szkockiego teriera Barneya. Ale jak pokazała sytuacja z Katriną, często czekał, zanim wcielił się w nieco obcą mu rolę.

Po atakach na Stany Zjednoczone 11 września 2001 r. Bush był praktycznie niewidoczny w ciągu pierwszych 11 godzin, składając jedynie krótkie oświadczenia i skutecznie rezygnując z roli przywódcy podczas kryzysu. Kiedy w końcu prezydent się pojawił, zwracając się do narodu w oficjalnym wystąpieniu telewizyjnym, był w swojej ulubionej roli, w której czuł się komfortowo – agresora zamierzającego zemścić się na Al-Kaidzie. Wkrótce zaczął ścigać irackiego Saddama Husseina, którego reżim ponoć nie miał absolutnie nic wspólnego z atakami z 11 września. Polityka zagraniczna i strategia militarna nie były atutami George’a Busha. W ciągu dwóch lat szarżował na wojnie, która kosztowała miliardy, zdziesiątkowała miasta, pochłonęła życia tysiąca członków sojuszniczej służby oraz setek tysięcy obywateli. Do dziś na różne sposoby musimy mierzyć się z konsekwencjami jego czynów.

Pomimo tego źle przemyślanego kroku w kierunku Iraku, mimo że al-Kaida nadal była poważnym zagrożeniem, amerykańscy wyborcy w 2004 r. stanęli za swoim naczelnym wodzem. W wyborach powszechnych, jak to często bywa w czasie wojny, został jednak ponownie wybrany.

Dziewięć miesięcy później, nadszedł huragan kategorii 3. Od prezydenta wymagano nadzorowania logistyki krajowej akcji ratowniczo-humanitarnej. W ponurych godzinach i dniach po Katrinie i późniejszym potopie region Zatoki Południowej – i Stany Zjednoczone jako całość – potrzebowały zarówno zdecydowanej ręki, jak i współczucia. Prezydent miał obowiązek natychmiastowego wezwania 82. Dywizji Powietrznodesantowej.

Zamiast tego Bush zachowywał się tak, jakby nie był zainteresowany katastrofą. Powolna reakcja Busha na Katrinę bardziej niż jakiekolwiek inne wydarzenie związane z jego kadencją sprawiła, że Amerykanie zaczęli wątpić w swojego dowódcę.

Niekompetencja Busha była ostatecznie odpowiedzialna za nieskuteczną reakcję federalną od 29 sierpnia do 2 września. Biały Dom powinien był zrobić wszystko, aby pomóc potrzebującym w Nowym Orleanie. Zamiast tego Bush monitorował wydarzenia głównie z daleka. Narodowe media słusznie oczerniły Busha – jak nigdy dotąd. W związku z tym jego popularność spadła do najniższego poziomu od czasu objęcia urzędu. Politycznie Bush został ranny i nigdy w pełni nie wyzdrowiał, a jego sytuacja pogorszyła się w 2008 roku, gdy gospodarka nabrała tempa.

Największym błędem Busha było to, że postanowił polecieć nad Nowym Orleanem w Air Force One zamiast przeprowadzić inspekcję naziemną. Był to z jego strony wyraźny znak zdystansowania się. Sesja fotograficzna prezydenta oglądającego straty przez okno swojego samolotu była wprost katastrofalna. Nikt oczywiście nie spodziewał się, że Bush osobiście zacznie ratować tonących ludzi. Ale oblot nad strefą katastrofy przedstawiał mężczyznę, który się osuwa, mężczyznę w bańce i mężczyznę już właściwie zatopionego.