Floryda ma kluczowe znaczenie w kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa. Może być regionem, którego głosy zadecydują o jego reelekcji. Mówi się, że to ponad 14 mln głosów do zdobycia – prawdziwy “swing state”. Nie bez powodu więc – zgodnie z doktryną America First, prezydent USA nie pojawi się w Polsce 1 września.

„Nie wygramy wyborów bez wygrania na Florydzie” – powiedział czołowy zastępca Trumpa Joe Gruters, przewodniczący Partii Republikańskiej na Florydzie. „Gdy spojrzysz na Florydę, jej wielkość i dane demograficzne, to jest jak 5 różnych stanów. Nie ma drugiego takiego miejsca w tym kraju” – dodał Gruters.

Floryda jak mini-Stany Zjednoczone

Północna Floryda jest częścią konserwatywnego Deep South. Południowo-zachodnia Floryda jest również konserwatywna i kulturowo zestrojona z Środkowym Zachodem ze względu na wspólne połączenie autostrady międzystanowej nr 75, która biegnie z Ohio na południe do Florydy. Liberalna południowo-wschodnia Floryda ma więcej wspólnego z północnym wschodem dzięki I-95, która biegnie wzdłuż wybrzeża. Hrabstwo Miami-Dade na samym dole półwyspu jest mocno latynoskie z powodu dużej liczby imigrantów z Kuby, którzy zaczęli gromadzić się tam po rewolucji Castro w 1959 roku.

A pasaż I-4, w fizycznym i ideologicznym centrum państwa, często działa jak środek, na którym głosy się mieszają. W ostatnich latach ludność latynoska na środkowej Florydzie dominowała wśród wyborców-Portorykańczyków, którzy zazwyczaj głosują na demokratów i pomagają zrównoważyć napływ stosunkowo zamożnych białych emerytów, którzy głosują na republikanów.

Są takie stany, których zdobycie właściwie przesądzają wygraną w wyborach. Spośród czterech najbardziej zaludnionych stanów w kraju, tylko Floryda i jej 29 okręgów wyborczych z 14 milionami zarejestrowanych wyborców, są od zawsze łakomym kąskiem do zdobycia. Floryda wyróżnia się także tym, że jest drugim domem Trumpa i miejscem, dzięki któremu zaczął dowiadywać się więcej na temat polityki po swojej wygranej w 2016 roku. Tam też znajduje się jego oczko w głowie – prywatne pole golfowe.

Podczas gdy Trump planuje tutaj swoją kampanię, Partia Demokratyczna na Florydzie – były kandydat gubernatora Andrew Gillum i były burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg – odpowiedziała na wyniki wyborów w 2018 r., ogłaszając plany sztucznego zarejestrowania większej liczby wyborców podczas wyborów w 2020 r.

Na czele kampanii Trumpa na Florydzie stoi Alex Garcia, który był ostatnio szefem sztabu porucznika Jeanette Núñez i kierował latynoskim zasięgiem Republikańskiego Komitetu Narodowego na Florydzie w 2018 r. Kiedy sztab Trumpa zaczał realizować plany na 2020 r. nazwisko Garcia znalazło się na szczycie listy, ponieważ, jak powiedział jeden z doradców, „wie, co robi, potrzebowaliśmy kubańskiego Amerykanina z Południowej Florydy, który zna ten świat”. Znaczna liczba kubańskich Amerykanów, którzy mają tendencję do nieproporcjonalnego głosowania na republikanów, była podejrzana o niegłosowanie na Trumpa w 2016 r.

„Po co tak bardzo skupiać się na Florydzie? 29 okręgów wyborczych. Następne pytanie” – skwitował Matt Gaetz, doradca Trumpa.