Iran to kraj, w którym aktualnie wrze. Krytycy prezydenta USA Donalda Trumpa byli pełni obaw, że jeden jego tweet może wywołać III wojnę światową. Tak się jednak zapewne nie stanie.

Departament Obrony USA potwierdził, że zabił generała Qassema Soleimaniego, szefa elitarnej jednostki Iranu Quds Force. Soleimani był jedną z najważniejszych postaci w Iranie (w porównaniu z USA jego odpowiednikiem może być Mike Pence) i od dziesięcioleci kształtował wydarzenia na Bliskim Wschodzie, często kosztem Ameryki.

Kim był Qassem Soleimani?

Dla rządu USA Soleimani był terrorystą i zbrodniarzem wojennym. A Iran? Tam był bohaterem, którego popularność wykraczała poza zwolenników reżimu.

„Gdybyś poprosił mnie o znalezienie postaci z reżimu, której popularność przekroczyła ten poziom, byłby to on” – powiedział Arash Azizi, komentator polityczny z Iranu i doktorant z historii i studiów na Bliskim Wschodzie na Uniwersytecie w Nowym Jorku.

Azizi, który sam uważa Soleimaniego za zbrodniarza wojennego, powiedział, że dzięki rozmowom ze swoją społecznością irańską, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Iranie, odkrył, że wiele osób opłakuje generała. Mimo to uważa, że jego popularność jest przesadzona. „Nie był on postacią narodową kochaną przez wszystkich” – powiedział.

Niezależnie czy kochali Soleimaniego, czy go nienawidzili, Irańczycy prawdopodobnie zajmują tę samą pozycję, jeśli chodzi o wojnę ze Stanami Zjednoczonymi: obawiają się jej. „Groźba wojny naprawdę łączy Irańczyków” – powiedział Azizi. Nawet ci, którzy sprzeciwiają się reżimowi, wiedzą, że wojna w Iranie miałaby katastrofalne konsekwencje. „Nie widzę opozycji popierającej atak wojskowy w Iranie”.

Iran nie chce wojny

Azizi powiedział, że uważa, iż odwet ze strony Iranu jest bardzo mało prawdopodobny. „Ali Chamenei ma 80 lat i jest ostrożnym przywódcą. Nie podejmuje pośpiesznych decyzji. Atakowanie amerykańskich interesów oznaczałoby samobójstwo” – powiedział. Amerykańska siła militarna jest tak nieproporcjonalna w porównaniu z Iranem, że Chamenei w gruncie rzeczy wzywałby do zniszczenia własnego kraju.

Wystąpienie konfliktu jest mało prawdopodobne. Sekretarz stanu USA Mike Pompeo opublikował już oświadczenia wzywające do deeskalacji. A sam Trump prowadził kampanię w 2016 r., mówiącą o wycofywaniu wojsk z Syrii, Afganistanu, Iraku i innych krajów. Według ostatnich sondaży tylko około 18 proc. Amerykanów poparłoby prezydenta, gdyby poszedł na kolejną wojnę.

W tej chwili sytuacja może wydawać się niebezpieczna. Chamenei zagroził „silną zemstą”, a Trump wysyła do regionu tysiące żołnierzy. Ostatecznie wojna prawdopodobnie nie leży w interesie żadnego z przywódców, czyli oznacza to, że po prostu nie wybuchnie.