Instytucje, które powinny chronić ludzi, wybierają władzę i bogactwo. Czy w USA może zdarzyć się to samo? Jakie wnioski płyną z kryzysu w Wenezueli i czy zagraża on demokracji?

Spoglądając na chaos w Wenezueli wydawałoby się, że w Ameryce nie może się to zdarzyć. Ale był czas, kiedy Wenezuelczycy wierzyli tak samo mocno, że dyktatura w ich kraju jest niemożliwa. W rzeczywistości ich historia jest ostrzeżeniem dla Stanów Zjednoczonych.

Na przełomie lat 80-tych i 90-tych Wenezuela była jedną z najbogatszych i najbardziej udanych demokracji w Ameryce Łacińskiej. Co się więc stało? Odpowiedź, która często się powtarza, również w wypowiedziach Donalda Trumpa, ma związek z wpływami socjalizmu. Jest to ideologiczne wyjaśnienie, które upraszcza sytuację.

Prawdziwe początki kryzysu w Wenezueli sięgają roku 1992, kiedy to oficer wojskowy imieniem Hugo Chavez poprowadził nieudany zamach stanu przeciwko rządowi. Ostatnim razem, gdy wojsko zaangażowało się w sprawy wewnętrzne Wenezueli były to późne lata pięćdziesiąte. Wkroczyło ono wtedy, aby wesprzeć ustanowienie długotrwałej demokracji tego kraju. Historia ta porusza ważną kwestię: demokracje prosperują tak długo, jak długo wojsko służy cywilnemu rządowi, niezależnie od tego, kto rządzi. Kiedy wojsko staje po czyjejś stronie, zaczyna się kłopot.

Mimo niepowodzenia przewrotu Hugo Chaveza w 1992 roku, sześć lat później Wenezuela wybrała go na prezydenta. Aby zaradzić zakorzenionej nierówności, Chavez zainicjował agresywny program wydatków krajowych finansowany z dochodów kraju z ropy. Poleganie na eksporcie ropy naftowej zwiększyło wartość waluty Wenezueli do tego stopnia, że jej inne produkty przestały być konkurencyjne. W rezultacie branże krajowe przestały działać. Redystrybucyjna polityka rządu Chaveza zaostrzyła problemy gospodarcze. Po co pracować, kiedy możesz całkiem dobrze żyć ze swojego udziału w przychodach z ropy naftowej?

Polityka gospodarcza Chaveza wydawała się dobrze działać w Wenezueli, dopóki na początku 2000 roku nie wydarzyły się dwie istotne rzeczy. Po pierwsze, ceny ropy zaczęły spadać, co oznaczało, że Chavez nie mógł dłużej wspierać swojej gospodarki dzięki dochodom z ropy naftowej. Niegdyś imponujące wenezuelskie sektory rolne i produkcyjne przestały istnieć, co doprowadziło do niedoborów, kiedy rząd nie miał już środków na zakup artykułów pierwszej potrzeby z zagranicy.

Mniej więcej w tym samym czasie wojskowy zamach stanu wspierany przez USA usiłował wyeliminować Chaveza. Po początkowych sukcesach oficerowie lojalni wobec Chaveza odstąpili od buntu. W rezultacie Chavez w dalszym ciągu systematycznie niszczył inne wenezuelskie instytucje wspierające demokrację. Aby usatysfakcjonować armię, Chavez pozwolił jej zaangażować się w dochodową działalność przestępczą i korupcję.

Po śmierci Chaveza w 2013 roku władzę przejął wiceprezydent Nicolas Maduro, kontynuując politykę swojego poprzednika i faktycznie zwiększając korupcję. W ubiegłym roku Maduro zostało rzekomo wybrany na prezydenta, co wielu uważa za „wybory pokazowe”. Rozpoczęcie jego rządów wywołało protesty, które doprowadziły do obecnego kryzysu.

Po rozpoczęciu buntu opozycjonista Juan Guaido ogłosił się prezydentem. USA i kilku sojuszników Wenezueli uznało Guaido za prawowitego przywódcę, choć nie został wybrany w praworządnych wyborach.

Teraz najważniejsze pytanie brzmi: co zrobi wojsko? Jeśli pozostanie lojalne wobec Maduro, Guaido prawdopodobnie trafi do więzienia. Wielu czołowych przywódców wojskowych oświadczyło, że taki jest ich zamiar. Wydaje się jednak, że oficerowie niższego szczebla są niezadowoleni z Maduro. Jest to warte odnotowania, ponieważ Chavez był tylko podpułkownikiem, gdy prowadził swój przewrót.

Istnieje kilka wniosków, które Ameryka powinna wyciągnąć z historii Wenezueli.

Po pierwsze, nierówność społeczna początkowo doprowadziła do powszechnego poparcia Hugo Chaveza, mimo faktu, że wcześniej kierował przewrotem wojskowym. W końcu został demokratycznie wybrany. Obecnie Stany Zjednoczone znajdują się w podobnej sytuacji, ponieważ doświadczają historycznej nierówności. Gniew związany z tą dostrzegalną niesprawiedliwością jest przyczyną wielu despotycznych zachowań przywódców, takich jak Donald Trump.

Po drugie, wojsko jest ostatecznie stróżem naszej demokracji. Dlatego żołnierze amerykańscy i marynarze składają przysięgę Konstytucji, a nie konkretnemu przywódcy czy stanowisku. Rolą naszego wojska jest wspieranie rządów prawa.

Co by się stało, gdyby tak nie było?

To przerażająca perspektywa, dlatego Amerykanie powinni być szczególnie zaniepokojeni, kiedy widzą, jak Trump używa wojska jako marionetki dla swoich celów politycznych.

W 2016 roku Trump dał jasno do zrozumienia, że może nie zaakceptować wyników wyborów, jeśli przegra. Można sobie wyobrazić, jak zareagowałby, gdyby przegrał w 2020 roku. Jeśli odmówi opuszczenia Białego Domu, trzeba będzie polegać na protektorach naszej demokracji – organów ścigania i wojsku – aby zmusić go do spełnienia woli elektoratu. Jeśli te instytucje stają się stronnicze wobec pieniędzy i władzy, co się dzieje? To jest dokładnie to co stało się w przypadku Chaveza oraz Maduro.

Uważa się, że większość mundurowych w USA, podobnie jak większość ich funkcjonariuszy organów ścigania, jest naprawdę zaangażowana w prawo i demokrację. Niemniej jednak przypadek Wenezueli powinien być poważnym ostrzeżeniem dla Stanów Zjednoczonych.

Zdjęcie: EneasMx via Wikimedia   Źródło: medium.com