Portal YouTube ogłosił w czwartek, że witryna została wykorzystana do rozpowszechniania dezinformacji w związku z masowymi protestami w Hongkongu. Stało sie to kilka dni po tym, jak Twitter i Facebook usunęły ze swoich platform tysiące kont wspieranych bezpośrednio przez Chiny. Profile te porównywały demonstrantów z terrorystami.

W poście na blogu YouTube stwierdził, że wyłączył w sumie 210 kanałów. Jak podała firma, działały one w skoordynowany sposób w celu rozpowszechniania dezinformacji i fake newsów. YouTube, którego właścicielem jest Google, nie określił, kiedy dokładnie profile zostały usunięte.

Facebook i Twitter oświadczyły w poniedziałek, że również usunęły tysiące kont pochodzących z Chin , które działały wspólnie, aby intensyfikować przekaz ukazujący protestujących w Hongkongu jako agresywnych ekstremistów. Stało się to pierwszy raz w stosunku do profili z tego kraju. W tym czasie Twitter ogłosił, że „ma wiarygodne dowody potwierdzające, że jest to skoordynowana operacja wspierana wprost przez państwo”.

Chiny wykorzystały podobne techniki do tych, które zostały wprowadzone przez Rosję kilka lat temu. Rosja korzystała z Twittera, Facebooka, Instagrama, YouTube i innych mediów społecznościowych w celu rozpowszechniania prowokujących treści, w tym przed wyborami prezydenckimi w USA w 2016 r.

Chiny wcześniej nie potrzebowały w takim stopniu używać zachodnich mediów społecznościowych, ponieważ Pekin sprawuje od zawsze ścisłą kontrolę nad Internetem poprzez system filtrów zwany Wielką Zaporą. Ale w tej chwili ludzie w Hongkongu powszechnie korzystają z Facebooka, Twittera i innych zachodnich aplikacji, dlatego rzad musiał dostosować swój przekaz i zmienić strategię.

Według Twittera, profile usunięte na tej platformie również udostępniały linki do filmów na YouTube z usuniętych kanałów, co jeszcze bardziej wskazuje na fakt, że była to akcja skoordynowana. Archiwum usuniętych filmów, hostowane przez cyfrową bibliotekę Internet Archive, pokazały, że niektóre z nich skupiały się na kwestiach politycznych, ale nie dotyczących protestów w Hongkongu. W kilku usuniętych filmach ukazał się uchodźca z Chin, miliarder Guo Wengui, który za pomocą mediów społecznościowych oskarżył przywódców Komunistycznej Partii Chin o korupcję.

YouTube oświadczył jednocześnie, że nadal pozwoli mediom wspieranym przez chiński rząd zamieszczać i reklamować się na swojej platformie. Twitter z kolei oznajmił, że zabroni profilom wspieranym przez państwo publikowania płatnych reklam w jego serwisie. Chociaż główne zachodnie platformy social media są zablokowane w Chinach, chińskie państwowe serwisy informacyjne wydały już setki tysięcy dolarów na budowanie swojej obecności na YouTube, Facebooku, Twitterze i innych platformach.

Źródło: nytimes.com